Shop Forum More Submit  Join Login
About Deviant John DoeMale/Poland Recent Activity
Deviant for 2 Years
Needs Core Membership
Statistics 1 Deviation 49 Comments 438 Pageviews
×

Activity


Mature Content

This content is intended for mature audiences.


or, enter your birth date.*


Month

Day

Year*
Please enter a valid date format (mm-dd-yyyy)
Please confirm you have reviewed DeviantArt's Terms of Service below.
* We do not retain your date-of-birth information.
"Naj­bar­dziej egzo­tyczną dżun­glą na świecie jest psychi­ka ludzka."






                                                                                 - Joseph Konrad -









































13. lipca  

godz. 6:34

Waszyngton DC.

Biały Dom

- Panie Prezydencie, mamy pilne połączenie. Ktokolwiek próbuje  się z nami skontaktować, zaszyfrował wiadomość i korzysta z anonimowego źródła. - zawiadomiła Eveline Smith, sekretarka prezydenta Stanów Zjednoczonych Martina Westerberga. Prezydent uniósł brwi w zaskoczeniu. Przez chwilę był w zadumie, po czym odpowiedział:

- Czy korzysta z bezpiecznego kanału, pani Smith - zapytał się Prezydent USA.

- Tak Panie Prezydencie. Nasi radiooperatorzy potwierdzili, że jest to kanał zabezpieczony. Sir, nadawca wspomniał coś o FLP. - dopowiedziała Smith.

Prezydent był jeszcze bardziej zdumiony niż w momencie, w którym usłyszał, że informacja pochodzi od anonimowego źródła. FLP - Frente de Liberación Popular: organizacja terrorystyczna działająca w Kolumbii, której jej celem jest obalenie rządu. Najwyraźniej nie spodobało im się to, że FARC wstrzymał działania więc założyli własną organizację, wykorzystując nazwę ruchu konspiracyjnego, który działał przeciwko dyktaturze generała Franco w Hiszpanii. Samo pojawienie się takiej organizacji 9 miesięcy temu przykuło uwagę Prezydenta Westernberga.

- W porządku. - powiedział w końcu - Proszę podać go na linię.

Po połączeniu się z anonimem usłyszał wymowę w języku angielskim z akcentem hiszpańskim. Był to kolumbijski hiszpański mówiąc precyzyjniej.

- Panie Prezydencie, dziękuję za wyrażenie zgody na kontakt. Nazywam się Amadeo Diaz - przedstawił się nadawca mówiąc bardzo chaotycznie i z wyraźnym strachem - Jestem członkiem organizacji FLP. Mam informacje o ich działaniach. Próbowałem uciec w skryciu, ale zauważono moje ślady. Moja rodzina jest w ni...

- Panie Diaz, proszę o spokój - przerwał mu Amerykanin. - Rozumiem, że pan się boi i zdaję sobie sprawę, że stawką jest życie pana i pańskiej rodziny. Postępuje pan dobrze informując nas o zagrożeniu ze strony FLP, ale proszę mówić powoli, głośno i wyraźnie.

Kolumbijczyk zrobił parę wdechów i wydechów. Po lekkim uspokojeniu starał wypowiedzieć się tak, aby adresat zrozumiał jego wypowiedź pomimo wielkiego strachu.

- Dobrze - zaczął - Jak już wcześniej wspomniałem jestem... to znaczy byłem w FLP. Chciałem wstąpić do tej organizacji by obalić rząd. Jednak nie sądziłem, że w drodze do tego celu spróbujemy zmonopolizować cały podziemny handel narkotykowy.

- Handel narkotykowy? - zapytał się Prezydent.

- Tak Panie Prezydencie. FLP zdołało zdominować większość rynku narkotykowego i planuje seryjne dostawy na cały świat. Wszedł nawet w współpracę z Frontem Islamskim. Dowiedziałem się o tym 13 dni temu, gdy nasi przywódcy przemawiali do nas podczas apelu. Udało mi się zebrać dokumentację w odnośnie strategii FLP. Niestety podczas ucieczki zostałem przyłapany i ledwo uciekłem. Moja rodzina jest w niebezpieczeństwie.

Prezydent zamarł przez dłuższą chwilę. "FLP i Front Islamski ze sobą w zmowie? Monopolizacja rynku narkotykowego? Sytuacja jest poważniejsza niż mogło się nam to wydawać". Nikogo nie powinno było dziwić, że muzułmanie zawiązali sojusz z "niewiernymi", gdyż wcześniej takie przypadki miały miejsce, a chociażby terroryści z IRA otrzymywali wsparcie od Kadafiego. Sojusz pomiędzy tymi organizacjami nie był na rękę Stanom Zjednoczonym. Mogłoby to negatywnie wpłynąć na działania amerykańskie.

- Panie Prezydencie - odezwał się Kolumbijczyk

- Panie Diaz, proszę o zachowanie spokoju. Namierzymy Pana sygnał i wyślemy oddział ratunkowy. Proszę też, żeby w ciągu 36 godzin nigdzie się Pan nie ruszał.

- Ale moja rodzina - zaczął - jest ona w niebezpieczeństwie. Proszę o ewakuowanie najpierw jej, później mnie.

- Panie Diaz, spróbujemy ewakuować Pańską rodzinę, ale najpierw musimy ewakuować Pana. Proszę się nie martwić. Nasi ludzie się tym zajmą. W tym samym czasie, proszę nie prowadzić żadnej aktywności, ani nie informować rodziny o zagrożeniu. Wszystkim się zajmiemy.

- Mam nie ostrzegać mojej rodziny? - zapytał się z przerażeniem i z oburzeniem - Mam żonę, która jest w czwartym miesiącu ciąży i 4-letniego syna! Pan mi mówi, żebym nic nie robił? Oni mogą być w niebezpieczeństwie. Oni...

- Panie Diaz, proszę się nie unosić i zaufać naszym służbom. W tym samym czasie do zobaczenia. - Prezydent po tym rozłączył się i połączył się z Alexandrem McNarwrightem.

- Panie dyrektorze, mamy pilną misję dla Pańskich ludzi. Proszę zapoznać się z wytycznymi i zorganizować oddział.

- Przyjąłem Panie Prezydencie. Natychmiast wezmę się za to.



                                                                                                             ***



Baza wojskowa Barksdale Air Force Base

W stanie Luizjana

Godzina od nawiązania kontaktu



Jason McKinsley stanął przed 5 operatorami CIA z jednostki Black Fox 1-5. Od razu bez ogródek przeszedł do rzeczy.

- No dobra panowie. Otrzymaliśmy informacje od biura CIA, że były członek FLP ma informacje, które byłyby dla nich ciosem w plecy. Nazywa się Amadeo Diaz. - pokazał fotografię. Był on jednym z najważniejszych inwestorów FLP. Jednakże nie było mu na rękę handel narkotykowy jako środek zdobycia władzy w Kolumbii, więc teraz prosi o ewakuację - wszyscy przytaknęli ze zrozumieniem. Po krótkiej pauzie zaczął - Naszym priorytetem jest ewakuacja Amadeo Diaza. Jak już będzie na pokładzie, zabieramy się za jego rodzinę. Są jakieś pytania?

Jeden z agentów podniósł rękę. Sierżant George Jackson. McKinsley nie zdziwił się, że akurat to on miał pytanie. Sierżant George Jackson, z wykształcenia jest psychologiem. Po ukończeniu studiów wstąpił do 75 Pułku  Rangersów. O ile działania specjalne czy ściśle tajne operacje nie były mu obce, to był kompletnie zielony jeśli chodzi o działania wywiadowcze. W końcu doświadczeni w swoim zawodzie bardzo rzadko mieli jakiekolwiek pytania.

- Tak Jackson? O co chodzi?

- Co z kolumbijską policją? Czy oni wiedzą o naszej operacji?

- Nie i ma tak zostać. Nasz kanarek zdołał wyrządzić wystarczająco dużo szkód, że nawet Kolumbijczycy nie będą chcieli go chronić. Dlatego wchodzimy, bierzemy cele i wychodzimy, bez robienia szumu.  Jeszcze jakieś pytania?

Spojrzał po kolei na swój oddział, zaczynając od Jacksona od lewej do prawej. Jego wzrok spotkał z hakerem Michaelem Thompson, później z paramedykiem Johnym Whitem, a następnie z pointmanem Oscarem Green.

- No dobra - powiedział dowódca - bierzcie sprzęt. Montujcie tłumiki i na czas akcji korzystacie tylko z pistoletów typu Mk. 23. Broń długa zostanie w vanie. Żadnych strzelanin, o ile nie będzie takiej potrzeby.  

Po odprawie wszyscy członkowie sekcji Black Fox 1-5 przygotowali swój sprzęt. Wyposażyli się w pistolety samopowtarzalne Mk 23 i w karabinki automatyczne HK416. Przygotowali sobie też kamizelki taktyczne typu UTG z kevlaru. Standardowo każdy z nich miał też zestaw I pomocy medycznej, po 4 magazynki do broni długiej i 3 magazynki dobroni krótkiej z standardową amunicją kalibru 5,56 mm NATO, bagnety M9 (jako nóż bojowy). Każdy wziął też po w granaty błyskowe i 2 granaty dymne plus do tego cały oddział miał dwie czerwone flary, które miały oznaczać strefę ewakuacji pod kodem Heaven 3.

"Przy odrobiny szczęście nie dojdzie do walk" Pomyśłał sobie McKinsley. Przed operacją wyznaczono operatorom kryptonimy: McKinsley: Direction, Jackson: Medium, Thompson: David, White: Voodoo, Green: Devil.  



                                                                                                   ***

Centrum w Medellín    

Kolumbia

5 godzin od nawiązania kontaktu.



Black Fox 1-5 znalazł się w "Strefie Desantu". Strefa Desantu jest akurat tutaj lekką przesadą, gdyż wylądowali na lotniku. Bezpiecznie i nie postrzeżenie przenieśli swoją broń do vana. Każdy z operatorów miał przy sobie tylko broń krótką, która była ukryta i noże.

Dojechali na wskazany adres. Medium i David zostali w pojeździe by obserwować okolicę i zaalarmować Direction o podejrzanych osobach lub podejrzanych działaniach. Szyby były z fotochromem, więc nie było potrzeby noszenia okularów przeciwsłonecznych.  Direction, White i Devil  wysiedli, by zabrać VIPa. Direction zadzwonił do drzwi, które po krótkiej chwili się otworzyły. Ujrzeli w nich mężczyznę ze miedzianą cerą, czarnymi włosami i brązowymi oczami w wieku mniej więcej 30 paru lat. Miał na sobie niebieską hawajską koszulę z żółtymi kwiatami i czarnymi spodniami. Direction zgodnie z wytycznymi zaczął:

- Dzień Dobry Panu. Nazywam się Paul Novak i reprezentuję firmę ubezpieczeniową "Safefty 4 you". Czy byłby Pan zainteresowany naszą ofertą?

- Proszę wejść - odpowiedział Kolumbijczyk. Gdy tylko weszli do środka Diaz zaczął:

- Nareszcie, co tak długo?

- Przybyliśmy tak szybko, jak to tylko możliwe, Panie Diaz. - odpowiedział ze spokojem - Proszę zabrać teczkę i wszystkie inne ważne rzeczy. Mamy tylko 5 minut.

- Direction, tu David, odbiór. - pojawił się komunikat z krótkofalówki.

- David, tu Direction. O co chodzi? Odbiór?

- Widzę 3 osoby czające się za rogiem. Prawdopodobnie wróg. Najwyraźniej czekają aż kanarek wyjdzie z domu przednimi drzwiami. Odbiór.  

- Przyjąłem. Wychodzimy wyjściem B. Bądzcie na miejscu za 3 minuty. Direction bez odbioru.

- Zrozumiałem. David bez odbioru. - po rozłączeniu się powiedział do swoich ludzi i VIPa - Zauważono trzech podejrzanych ludzi. Musimy założyć, że są to działacze FLP. Wychodzimy wyjściem B. Ruszajmy.

- Proszę o broń. mogę walczyć - powiedział Diaz.

- Panie Diaz, naszym zadaniem jest pana chronić. Nie wolno nam pana uzbrajać - odpowiedział McKinsley.

- Służyłem kiedyś w armii kolumbijskiej. Dam sobie radę w razie czego.

- Wierzę Panu na słowo, panie Diaz, ale mamy rozkazy. Devil na szpice, Voodoo idziesz z VIPem na środku. Osłaniał tyły.

- Przyjąłem - potwierdził Devil

- Zrozumiałem - odpowiedział Voodoo.



Trzech operatorów weszła do piwnicy z VIPem. Z spod Ziemi mieli wyjść od tylnej części domu, a van miał na nich czekać. Teoretycznie proste, ale liczył się przede wszystkim czas. Po 3 minutach van odebrał ludzi CIA i VIPa. Musieli wyjechać z centrum do lasu. Po drodze zabrali też z apartamentu rodzinę Diaza.

Teraz była najtrudniejsza część zadania: dostarczenie kanarków do punktu ewakuacyjnego i ewakuacja ładunku. Zarówno ulice Medellínu jak i lasy były bardzo zdradliwymi terenami. Jedno i drugie świetnie się nadawało na zasadzkę, a terroryści FLP w swoich działaniach nie różniło się od islamskich terrorystów. Tak samo jak islamiści, byli gotowi wysadzić się w miejscu publicznym tylko po to, by osiągnąć swój cel.



                                                                                                  ***

- Plan jest taki - zaczął McKinsley - Podjedziemy najpierw do tego obszaru - zaznaczył markerem przedmieścia Medellínu. - Stąd zabierzemy Diaza, a następnie wrócimy do centrum po jego żonę i syna.

- Nie lepiej najpierw zabrać żonę i dzieciaka - powiedział Green - będzie szybciej.

- Uratowanie Diaza jest naszym najważniejszym zadaniem. Jego rodzina w tej kwestii ma drugorzędne znaczenie. Po odebraniu VIPa zajedziemy do apartamentu po kobietę z dzieciakiem. - zakreślił markerem strzałkę - Od tego momentu czeka nas najtrudniejsze zadanie: eskorta kanarków do punktu ewakuacyjnego. Raporty donoszą nam, że terroryści FLP są gotowi podjąć dokładnie te same środki i metody, co islamscy terroryści. Więc miejcie oczy szeroko otwarte dookoła głowy. Zarówno w mieście jak i w lesie.

- Będziemy musieli unikać głównych dróg i autostrad tak często jak to tylko możliwe - zauważył Jackson - Na autostradach i głównych drogach będzie większe ryzyko ataku bombowego. Jednak to oznacza również wydłużony czas operacji. Jak mamy niepostrzeżenie przeniknąć do punktu ewakuacyjnego?

- Bystre spostrzeżenie Jackson. - powiedział z aprobatą McKinsley - w tych punktach znajdują się "nasi mechanicy". - pokazał markerem kropki na mapie - Będziemy tam zmieniali nasze pojazdy, ale tylko w razie konieczności. To powinno było nam ułatwić przemieszczanie się bez zwracania na siebie uwagi.

- Ile mamy czasu na wykonanie zadania? - zapytał się Thompson

- 20 godzin. Mamy tylko 20 godzin na wykonanie zadania. - McKinsley spojrzał na Thompsona -I właśnie wkraczasz tutaj ty. Twoim zadaniem będzie włamywanie się do sieci FLP i dokonania prób wyciągnięcia informacji o ich działaniach, a także nawigowanie trasy. Spodziewamy się, że w krótkim czasie domyślą się, że ktoś buszuje w ich sieci, więc nie będziesz miał dużo czasu.

- Przyjąłem.

- Jackson, cały czas masz obserwować nie tylko teren, ale i też stale kontrolować stan psychiczny kanarków. Zwracaj szczególną uwagę na kobietę i chłopca.  

- Przyjąłem.

-Green, gdy będziemy wyprowadzać VIPów z vanów w mieście i w lesie ty idziesz na szpicy i dokonujesz rekonesansu. Zwracaj uwagę na każde podejrzane zachowanie w mieście i wypatruj snajperów.

- Przyjąłem.

- White, dzielisz się obowiązkami z Jacksonem. Także zajmujesz się zaopatrzeniem wszelkich ran.

- Zrozumiałem.

- Ja będę prowadził vana po odebraniu VIPów. - powiedział to zostawiając zakreśloną mapę w samochodzie.

- Jesteśmy na miejscu - powiedział kierowca. Odwrócił się do wywiadowców i powiedział - Powodzenia chłopcy.

                                                                                                  ***

Druga część operacji właśnie się rozpoczęła. Opuszczenie miasta, wjazd do lasu i ewakuacja. Direction jechał normalną prędkością ulicą zwracając uwagę na obszar. Wszyscy byli zdenerwowani. Zarówno operatorzy jak i cywile. Jednak zachowywali zimną krew, bo musieli. Od tego zależało powodzenie nie tylko tej operacji, ale i też wojny z FLP. "Oby ten lewak był wart całego tego zamieszania" pomyślał sobie Voodoo. "Takie szambo odpierdolił w Kolumbii, że się nie dziwię Kolumbijczykom, czemu chcą go martwego. Pewnie nas przy okazji znienawidzą za udzielenie mu schronu".

Technicznie Amadeo Diaz tylko finansował ataki. Jednakże większość aktów terrorystycznych dokonanych przez FLP zostały zrealizowane w głównej mierze dzięki funduszom Diaza. Co więcej jego lista przestępcza jest znacznie dłuższa. Udzielał schronu członkom tej organizacji i informacji, które były kluczowe dla ataków. Krążą nawet pogłoski, że on sam dokonywał egzekucji na zakładnikach, ale tego nikt mu nie zarzucił, bo nie było już na to dowodów. Ostatecznie nie miało to żadnego znaczenia. Dla Ameryki jest informatorem. Informatorzy muszą być chronieni i nie ma to znaczenia kim oni są, gdzie oni przynależą czy co zrobili. Podczas II wojny światowej Stany Zjednoczone zawarły pakt z mafią, która w zamian za możliwość powrotu na Sycylię udzielała pomocy w ramach operacji Husky. Zarówno USA jak i ZSRR przecież wykorzystywali zbrodniarzy hitlerowskich, jeżeli ci mogli się posłużyć albo to dla ich siatki szpiegowskiej lub innego celu. Talibowie zostali także sfinansowani przez USA, by odeprzeć z Afganistanu sowietów. Choć pewnie wiele osób uważa, że to są tylko teorie spiskowe. Ostatecznie to nie miało znaczenia. Otrzymali rozkaz uratowania informatora i jego rodziny a zadanie musi zostać wykonane. Nawet za cenę swojego życia.  

Direction jechał zgodnie z poleceniami Davida. Oczywiście mieli wcześniej wyznaczoną trasę przed operacją, ale ciągle musieli ja zmieniać ze względu na bezpieczeństwo. Operatorzy zwracali uwagę na każdy element, który mógłby posłużyć się jako część zasadzki. Ulice miasta były idealne zarówno dla snajpera jak i dla samobójcy z ładunkami wybuchowymi. Jak w Afganistanie. Przynajmniej nie wykorzystywali dzieci do walk czy do bombowych ataków. I nie strzelali z kościołów. "Spokojnie Jason" mówił sobie w myślach. "W Afganistanie było ciężej. Od chuja ciężej niż tutaj. Dałeś sobie radę wtedy, to dziś też dasz sobie radę. Wrócę z chłopcami i VIPami do domu. Cali i zdrowi w jednym kawałku." Po dłuższej chwili ciszy w końcu powiedział:


- Medium, co z kanarkami?

- Boją się, ale nie panikują - odpowiedział Medium. "Dobry fachowiec" pomyślał sobie McKinsley. "Daleko zajdzie, o ile nie załamie się od tego typu roboty. Oby nie pękł podczas swojej pierwszej brudnej operacji".

- Direction, musimy zahaczyć się o warsztat. W ich sieci już są doniesienia, że szukają naszego białego vana. Podejrzewają, że w nim mamy kanarków.

- No dobra. Zajedziemy do warsztatu A3 i zmienimy pojazd. - zadecydował Direction.  

Jackson na zmianę z Voodoo pilnowali stan psychiczny ładunku. Były ranger słusznie zauważył, iż jego partnerzy byli lekko poirytowani faktem, że muszą nadstawiać własne karki dla terrorysty i jego rodziny, tylko po to, by USA uzyskały informacje, ale ukrywali złość. "Przynajmniej tyle, że po nich tego nie widać. No. O ile nie spojrzysz im dokładniej w oczy." Jackson jako jedyny na dobrą sprawę nie był wrogo nastawiony do Diaza jak reszta. Dla niego facet walczył w imię tego, co uważał za słuszne. O ile sam się nie zgadza z marksizmem i uważa komunizm za ideologię pozbawiającą człowieczeństwa, to jednak w jego opinii nie był na miejscu osądzać wroga czy kogokolwiek. "Facet nie chciał brać udziału w handlu narkotykami" pomyślał sobie dalej. Cały czas próbował uspokoić zarówno Diaza, chłopca jak i kobietę. Sam nie potrafił ocenić, które z nich najbardziej się boi. Z jednej strony ma do czynienia z mężczyzną, który za swoje działania naraził swoją rodzinę na niebezpieczeństwo i ryzykował swoje życie, by ją uchronić. Kobieta z kolei ledwo zniosła fakt, że jej mąż jest terrorystą i ona sama stała się celem FLP. Ucieczka z rodzimego miasta było dla niej nową wieścią, w dodatku bardzo złą. Nawet działaczy FLP nie obchodzi to, że pani Diaz jest w ciąży. Dla tych rewolucjonistów istnieje odpowiedzialność zbiorowa nawet w rodzinie. Szczególnie w rodzinie. No i wreszcie syn, który nic z tego właściwie nie rozumie. Nie wie dlaczego oni muszą uciekać. Nie rozumie dlaczego jego ojciec jest znienawidzony przez Kolumbijczyków. Nie potrafi pojąć też, że ktoś mógłby chcieć dorwać jego rodziców i jego samego. Dla uspokojenia próbował zamienić kilka słów z VIPami. szczególnie polubił dzieciaka, Richarda. Chociaż sam dobrze wie, że nie powinien był tego robić, to jednak tak z samo z siebie wyszło.

David cały czas sprawdzał nawigację i sieć FLP. To tylko kwestia czasu, zanim terroryści domyślą się, że coś jest nie tak. Szybko wprowadzą nowe zabezpieczenia, na które nie będzie czasu na obejście a później domyślą się, że co chwilę zmieniają vana, jeżeli przedłużą niepotrzebnie trasę. A z kolei do momentu znalezienia się w punkcie ewaluacyjnym obowiązywała cisza radiowa. Jechali tak już z 5 godzin. David miał mieszane uczucia co do misji. Z jednej strony uważał Diaza za zwyczajnego skurwysyna, który teraz próbuje się wymigać, bo nagle coś mu się nie spodobało. W końcu mógł nie brać się za terroryzm. Z drugiej strony facet walczył o to w co wierzył. Nie przewidział, że FLP spróbuje zmonopolizować rynek narkotykowy. Najbardziej współczuł jego rodzinie. Niewiele brakuje, żeby to osoby które znasz i kochasz znalazłyby się na liście przestępców lub w przypadku Diaza terrorystów. Kiedyś oglądał taki jeden film dokumentalny na Discovery Chanel o włamywaczach, co kradli kosztowności. Głównie biżuterię. Nie pamiętał szczegółów, ale ten, który dowodził ekipą dokonującą włamania na zlecenie, znalazł się na celowniku mafii. Żeby siebie uchronić, musiał wydać swoich wspólników i tymczasowo stać się przysłowiowym "Janem Kowalskim". Mafia zdołała opłacić, by zabić kogoś z jego ludzi. Haker skupił się jednak na robocie. W końcu powiedział:

- Koniec z włamywaniem się do ich sieci. Za jakieś 5 minut zorientują się, że grzebaliśmy w ich sieci.  

- Za ile minut będziemy w lesie? - zapytał się Direction.

- Na szczęście tylko 10 minut pozostało do końca jazdy.

- Na szczęście - burknął cicho Medium.

- Przy odrobinie szczęścia unikniemy walki. - powiedział Jason. Devil bardzo cicho wydał odgłos niezadowolenia. Liczył na strzelaninę. W CIA tkwił znacznie dłużej od Medium, a czasami w swoim zachowaniu bardziej przypominał żółtodzioba niż ex-ranger. To dlatego, że zawsze liczy na jakąś akcję i zawsze jest przepełniony adrenaliną, nawet jak jest na wyczerpaniu. Skąd on bierze tyle sił? Jest to zagadka wśród wszystkich członków Black Fox 1-5. Był co prawda lekko poirytowany, że musi bronić Latynosa i jego rodzinę, ale jeszcze bardziej był rozczarowany, że nie było żadnej walki. Nawet pozostali członkowie jednostki czasami sobie żartują, że wstąpił do CIA, po pomylił agencję z sealsami czy z deltowcami, a zanim wstąpił do wywiadu był żołnierzem korpusu piechoty morskiej. Niemniej jednak dobrze wykonuje swoją pracę, niezależnie od tego co to ma być. Otrzyma rozkazy, ma je wykonać i tyle. Z całej piątki był najpilniejszy, więc na dobrą sprawę najlepiej się nadawał na wartownika. A fakt, że nie lubił Diaza i wrzucał go do tego samego worka co innych terrorystów to już jego swoją drogą.



W końcu dotarli do lasu. Musieli zostawić pojazd i zabrać z niego wszystko, co mogłoby spowodować wyciek informacji.

- No dobra. Słuchajcie panowie - szybko rzucił Direction. - Idziemy do punktu ewakuacyjnego, zabezpieczamy teren i wracamy do domu. Devil, na szpice. Panie Diaz, Niech Pan z pańką rodziną trzymają się na tyłach. Medium i David pilnujcie szóstą. Voodoo, pilnuj zachodniego sektora. Wschodni sektor jest mój.

Ustawili się w formacji diament i szli przez las. Cały czas musieli uważać florę i faunę a szczególnie na węże. Devil szybko pokazał gestem żeby się zatrzymać. Językiem migowym poinformował, że widzi dwóch wrogów: snajpera i obserwatora. Direction wyznaczył Voodoo do zlikwidowania drugiego kontaktu. Devil namierzył snajpera, a Voodoo obserwatora. Padły strzały z broni, których odgłosy były redukowane przez tłumiki. Devil zasygnalizował, że jest czysto. Ruszyli dalej.

Natknęli się na obóz partyzancki. Pełno było w nim żołnierzy FLP. Direction zadecydował o obejściu go i kontynuowaniu marszu. Następnie Devil kazał się zatrzymać. Podszedł do dowódcy i powiedział:

- Znalazłem stosy zabitych. Nie da się ich zidentyfikować. Jeśli kanarki to zobaczą, dostaną fioła.

- W takim razie tak nas poprowadź, żeby tego nie widzieli. - rozkazał Direction - Medium, David. Co z VIPami?

- Są wyczerpani. Najgorzej jest z kobietą. Muszą odpocząć. - zameldował Medium.

- Nie możemy teraz się zatrzymać. Musimy iść dalej.

- Direction, oni nie dadzą sobie rady. Woda się skończyła. Musimy dać im chwilę na odpoczynek.

- Młody, nie jest mi to na rękę. Nikomu z nas to nie jest, ale jeśli tu zostaniemy na mały odpoczynek, FLP nas znajdzie i dopiero będzie rodeo. Idziemy dalej. To rozkaz.

Medium niechętnie wykonał rozkaz przełożonego. Przemierzali kawałek dalej aż w końcu znaleźli punkt. Devil odpalił flarę i rzucił na otwartą przestrzeń tak, aby helikopter mógł wylądować. Cywili ukryli w dość dużej dziurze, która zapewniała im bezpieczeństwo w razie ataku. Po godzinie przyleciał helikopter, który zabrał VIPów i operatorów z punktu ewakuacyjnego. Misja została zakończona sukcesem, ale stan zdrowotny członków rodziny Diaz był krytyczny. Musieli jak najszybciej dolecieć do szpitala...
Prolog
Siema. To mój pierwszy raz gdy publikuję cokolwiek więc proszę o wyrozumiałość. Cały czas będę sprawdzał tekst pod 
względem gramatycznym, więc jak będą błędy, to prędzej czy później je poprawię. Tyczy się to też debilizmów fabularnych. 
A tak to mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie z miłą chęcią czytać dalej. Zapraszam do lektury i życzę Wam miłej zabawy ;) 

Pirkir 
Loading...

Journal

No journal entries yet.

deviantID

Pirkir's Profile Picture
Pirkir
John Doe
Poland
Interests

Comments


Add a Comment:
 
No comments have been added yet.